To nie demolka - to remont
- Szczegóły
Osłodą dla tego widoku jest tylko pewność, że kościół będzie teraz jak nowy - przynajmniej od wieńca murów wzwyż. Mieszkańcy Drogomiłowic od dwóch lat z przejęciem patrzą w kierunku swej świątyni, której smukła wieża góruje nad niewielką wioską. O niebezpieczeństwie katastrofy budowlanej dowiedział się ks. Sławomir Calik, którego następca, ks. Andrzej Ćwik rozpoczął ratowanie świątyni.
KS. ROMAN TOMASZCZUK /FOTO GOŚĆ (Ks. Andrzej Ćwik, proboszcz, dogląda każdego etapu prac rozbiórkowych)
To była dramatyczna sytuacja, bo pierwotnie koszt remontu dachu i sufitu miał wynieść 370 tys. zł, dzisiaj kosztuje nas także bardzo dużo, bo 220 tys. Skąd różnica? Zrezygnowaliśmy z krycia kościoła gontem. Była blacha ocynkowana (ze zezłomowania jej dostaliśmy 940 zł), będzie dachówka - wyjaśnia proboszcz.
Tymczasem trwa rozbiórka dachu. Najlepiej byłoby to zrobić tak jak zazwyczaj: kawałek po kawałku.
W Drogomiłowicach musi być inaczej. - Ponieważ nikt z nas nie zaryzykowałby chodzenia po takiej podłodze strychowej. W każdej chwili spróchniałe belki i deski mogłyby się pod nami załamać - mówią robotnicy.
Więźba dachowa z sufitem zostały opuszczone na posadzkę kościoła. Ją samą zabezpieczono w oryginalny sposób: układając na całej jej powierzchni słomowe bele. - Czeka nas wylanie wieńca pod nową więźbę, potem jej zbudowanie i na końcu położenie dachówki - wylicza proboszcz.
Remont kościoła jest możliwy dzięki pieniądzom z dotacji na ratowanie zabytków z Urzędu Marszałkowskiego (50 tys. zł) i Lokalnej Grupy Działania „Szlakiem granitu” (170 tys. zł).
- Cenię sobie dobra współpracę z miejscowymi samorządowcami z panią wójt na czele oraz lokalnymi przedsiębiorcami - dodaje ks. Ćwik. - Podziwiam także parafian, ponieważ brakujące pieniądze pochodzą z ich kieszeni. Są jednak zdeterminowani, gdyż ten kościół kochają. Teraz gdy patrzą na gołe mury, gdy wygląda to tak jakby kościół popadł w ruinę, są bardzo zdruzgotani. Tutaj przecież przyjmowali sakramenty, tutaj żegnali swoich rodziców, tutaj spotykają żywego Boga - mówi.
Zakończenie remontu zaplanowano na koniec listopada.
Kościół św. Józefa Oblubieńca to gotycka budowla z końca XIV w., rozbudowany na barokowy w XVIII w., poszerzono wówczas nawę. Wewnątrz barokowy ołtarz z końca XVII w. i renesansowy obraz "Ukrzyżowanie" z ok. 1600 r. Na murach barokowe epitafia. Wokół mur z XVIII w.
Źródło: http://swidnica.gosc.pl/doc/2154081.To-nie-demolka-to-remont